Nomenklatura

Ostatnia aktualizacja: 24 stycznia 2021

Żaden z obecnie używanych terminów na określenie diety składającej się „wyłącznie” z „pokarmów zwierzęcych” mi się nie podoba.

„Zero carb”? Nie jest dietą zupełnie bezwęglowodanową, szczególnie jeśli jesz takie rzeczy jak wątroba czy jajka. Nie wspominając nawet o nabiale czy miodzie.

„Carnivore”, „dieta karniwora”, „dieta mięsożercy”? Nawet nie uwzględniając kwestii filogenetycznej (rząd Drapieżnych nie składa się wyłącznie ze zwierząt jedzących mięso), nawet zwierzę które je dietę składającą się z mniej niż 30% mięsa (wg kalorii? wg wagi? kogo to obchodzi?) uznaje się za mięsożercę.

„Keto oparte o mięso”? To jedynie wersja niskobiałkowa. „Low-carb oparty o mięso”? To może równie dobrze znaczyć jedzenie mięsa z mniejszą niż zwykle ilością chleba.

„Dieta samo-mięsna”? Nie składa się wyłącznie z mięsa. Jajka też są w menu, może też nabiał. To nie jest mięso. I nawet nie zaczynajcie z klasyfikacją ryb.

„Dieta składająca się tylko ze źródeł zwierzęcych”? „Dieta bezroślinna”? To brzmi nieźle, ale widocznie ludzie uważają kawę czy herbatę za akceptowalne. To są rzeczy pochodzenia roślinnego.

A to nawet nie wspominając o zasadniczej niepewności anegdot dietetycznych. Nie mam pojęcia jakich dziwnych wyjątków od ogólnej zasady ludzie używają i uznają za dopuszczalne, a jakie nie. Może jest ktoś tam, kto uważa, że Mountain Dew jest akceptowalna na tej diecie i twierdzi, że jest „ścisłym mięsożercą”.

Mogę tylko określić co sam jem i ignorować stękanie na temat definicji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *